Uśmiech pełen krwi

Czerwiec 27, 2009

Wszystko się kiedyś kończyć zaczyna, śpiewała pewna kapela. Szczęśliwej drogi już czas i takie tam. Łzy, smutek, żal – za rok nowa Malta. Tymczasem warto troszkę jeszcze napisać o tym, co się działo w piątek  na festiwalu.

Mam dwa typy. Tego dnia prezentowano dwa spektakle o ludziach wybitnych, których losy zaplątały się w sieć historii.

Po pierwsze jest to “Hamlet. Nella Carne il Silenzio” Compagnia Laboratorio di Pontedera. Nie jestem raczej starą osobą, należę bardziej do tych młodych, ale zastanawiam się, co jeszcze można zrobić z postacią Hamleta, żeby mnie zaskoczyć. A no można się okazało. “Hamlet” w reżyserii Roberto Bacciego to rytmiczna szermierka. Spektakl jest interesujący przede wszystkim ze względu na różne zabiegi, tak o to na samym początku słyszymy końcowe słowa Hamleta. Reżyser połączył kilka scen, dla przykładu scena szaleństwa Ofelii została zaprezentowana w realiach sceny z grabarzami, czy scena spowiedzi Klaudiusza i przedstawienia organizowanego przez Hamleta. Tylko on jest sobą w tym świecie, jako jedyny nie przeistacza się w inną postać. Pozostałe sześcioro aktorów stale przybiera rolę kogoś innego. Postacie się dublują, chwilami jest dwóch Klaudiuszów czy dwie Gertrudy. Jesteśmy ludźmi przechodnimi wobec Hamleta, który ciągle podnieca ludzi teatru. Tazio Torrini włożył dużo energii w zbudowanie kolejnego wizerunku Hamleta, postaci, która podąża za swoim losem i mierzy się z czasem. Bardzo ciekawa scenografia i nastrój wokół aktorów sprawia, że warto to obejrzeć. Uwaga spektakl jest w języku włoskim, a napisy nie są rewelacyjne i synchronicznie wyświetlane. Polecam przypomnieć sobie jego historię. Poza tym słowa, słowa, słowa… nie są najważniejsze, działania aktorów opowiedzą Wam wszystko, co najważniejsze jest w tym przedstawieniu.Amleto

Jednak prawdziwe dzieło, majstersztyk scenograficzno-muzyczny zobaczyłam o 22.00 na Dziedzińcu Różanym. Był to oczywiście Tomasz Pandur ze swoim teatrem i spektaklem “Caligula”. Trzeci cesarz rzymski pragnie uczynić Rzym teatrem, marzy o wystawieniu księżycowego przedstawienia – niebieskiej tragedii pełnej okrucieństwa, ofiar i szczęścia. Kaligula jest samotnikiem na swoim dworze, który stopniowo odsuwa się od jego szaleńczej osoby. Myślę, że Pandurę nie interesują tak bardzo sprawy polityczne, tym zajął się dawno temu Swetoniusz, który wykrzywił nam spojrzenie na rzymskiego władcę, jako tyrana; skupia się na potrzebach egzystencji tego człowieka. Historia marzeń Kaliguli rozgrywa się w poetyckiej przestrzeni. Scena jest basenem, jeziorem wypełnionym po brzegi wodą, na której stoją cztery wielkie skały, które w zależności od sytuacji będą przyjmowały różne konfiguracje. A muzyka, dźwięki świerszczy, podświetlona tafla wodna budują atmosferę nocy, niepokoju i napięcia. Pandur podsuwa inną lekcję historii człowieka. Kaligula nie jest jeden, tkwi w każdym z nas, wielu aktorów gra tę samą postać. Jest hybrydą osobowościową, raz epatuje agresją, za drugim razem kurczy się i rzuca na wodę w akcie desperacji, bezradności. Kaligula ma pełne usta krwi, kiedy się uśmiecha, jeździ na złotym rydwanie, oczy jego są czarne i niespokojne. W tym obrazie jest coś bardzo przerażającego. Spektakl jest pomieszaniem trzech kolorów – czerni, czerwieni i złota. Jednak nie dajmy się zwieść, przecież jesteśmy w teatrze, czekamy na brawa i oklaski, tego też oczekuje Kaligula. Nie udało mu się wystawić księżycowego widowiska, dopiero 20 lipca 1969 roku na Księżycu rozegra się prawdziwy teatr…

Caligula

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.