Pippo Delbono

Czerwiec 26, 2009

Trzeci dzień Malty należał do Pippo Delbono. Będzie trochę prywatnie. “La menzogna” jest moim czwartym jego spektaklem, który widziałam. Za każdym razem pozostawiał we mnie uczucia nie do opisania. Wstrząs, który zapewnia swoimi przedstawieniami na długo zostaje w pamięci. W przypadku “Kłamstwa” jest podobnie. Delbono jest dyrygentem swojego teatru, bierze udział w spektaklach, nadzoruje działania sceniczne. To włoski Tadeusz Kantor, który swoją osobą wprawia w ruch wszystkie elementy na scenie.

“La menzogna” znaczy kłamstwo. W prezentowanym na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Malta spektaklu opowiada o prawdziwym zdarzeniu, które miało miejsce w turyńskiej fabryce stali w ubiegłym roku. Był to pożar w zakładach ThyssenKrupp, gdzie zginęło siedmiu hutników – dyrekcja umyła ręcę, całą winą zostali obarczeni pracownicy. Pippo Delbono jest bezwzględny, na ludzkie cierpienie reaguje impulsywnie i tworzy spektakl pełen kontrastowych obrazów, wypełnionych bezlitosną prawdą o człowieku. Odtwarza, jakby w zwolnionym tempie, życie prostych ludzi – pracowników fabryki. Obserwujemy ich codzienne przygotowania do pracy, konieczne czynności, które pozwolą im zbudować normalny świat. Przychodzą, ubierają się w robotniczy strój, jedzą śniadanie i powolnym krokiem udają się w miejsce, gdzie nie czeka ich nic nowego. Proza życia, która pozwala przeżyć życie. Po drugiej stronie narracji scenicznej widzimy ludzi na stanowiskach, którzy rządzą tymi, co chodzą w szarych kombinezonach. Sami są ubrani w kostiumy próżności, perwersyjnej osobowości, która obrzydza i budzi co najmniej niesmak. Bogaci bawią ludźmi niższego stanu, traktują ich jak zwierzęta. Są budowniczymi ludzkiego zoo, każdy obiekt jest ciekawy, jeżeli nie dotyczy ich samych. Upodlenie człowieka sprawia im przyjemność, bo przecież to zabawka, która nie ma prawa głosu, więc można z nią robić co się żywnie podoba. Nie widzą nic złego w tym, że uprzedmiotawiają drugą osobę. Najlepiej zakryć jej twarz, rozebrać i fotografować, zaglądać światłem w krocze, robić obrzydliwy, bezpłciowy rentgen. To, co bezmyślni kapitaliści robią z człowiekiem można porównać z ludzkim zoo. Człowiek jest dla nich kimś, kogo można zamknąć w klatce i wystawić na pokaz jego ułomności, wyszydzić coś, z czymś się urodzili. W końcu pożar zabija siedmioro ludzi.
Środki ekspresji przerażają, nieustający ludzki jazgot, szczekanie ludzi niższej klasy na polecenie tych z wyższych sfer wywołuje dreszcze. Ale to nie koniec tej obezwładniającej kakofonii, apogeum demonicznych sił drzemiących w człowieku jest szaleńcze uderzanie stalową rurą we wszystko, co pobudzony człowiek jest w stanie napotkać. Przeraźliwy ryk rysuje przestrzeń konfliktu międzyludzkiego, który kończy się tylko w momencie śmierci jednej ze stron. Człowiek zostaje zdegradowany przez czynniki niezależne od niego. Jedyne co potrafi to szczekać, bełkotać bez znaczenia, wypluwać z siebie słowa pozbawione sensu. Czy dlatego lepiej jest zaciskać zęby i pracować dla korporacji, która ucieka od odpowiedzialności? Jedno jest pewne, człowiek jest zwierzęciem, wyjącym na czworakach istnieniem, poddanym działaniom siłom wyższym od niego. W każdym z nas tkwi ziarenko fałszu, nikt nie jest zupełnie szczery. Nieważne na jakiej płaszczyźnie życiowej się to rozgrywa, istotne jest to, że jest to kłamstwo. Bez nieprawdy pewnie nie doszlibyśmy tam, gdzie jesteśmy w chwili obecnej. Życie zwyczajnie skażone jest tym paskustwem. Przychodzimy na świat z płaczem i z nim odchodzimy. Delbono próbuje nam udowodnić, że każdy jest wartościowy – głuchy, chory na zespół Downa, a czasem jest nawet piękniejszy przez swoje ułomności. Teatr, który tworzy wraz ze swoimi aktorami jest czymś wyjątkowym, ponieważ sięga po elementy autobiograficzne, te szczere i ujmujące. Pippo Delbono nie ma żadnych tajemnic przed swoją publicznością.

Nie ukrywam, że Pippo Delbono jest dla mnie ważnym reżyserem, którego estetyka budowania spektaklu mi odpowiada. Są to obrazy człowieka w różnych wariantach, od karnawałowych, perwersyjnych kostiumów po naturalne, nagie ciało bez żadnych upiększeń. Jego spektakl pozbawiony jest iluzji, stosuje brechtowską metodę wyobcowania. Nie pozwala widzowi wejść totalnie, całym sobą w emocje, które w nim powstają. Wszelkie przerwy na piosenkę, zapalanie świateł, czy obchodzenie widowni z aparatem fotograficznym mają pomóc odbiorcy obiektywizować prezentowany świat. Delbono mówi: uwaga jesteśmy w teatrze, ale tu jest dużo z otaczającego nas świata. Aktorzy to postacie sceniczne, żyją podwójnie. Są z jednej strony sobą, wchodzą w przestrzeń spektaklu wraz ze swoimi ułomnościami, doświadczeniami, z drugiej strony na tym gruncie budują fikcyjne role. Dwa światy nakładają się na siebie i tworzą inny wymiar, wymiar teatru.

Siedziałam w pierwszym rzędzie. Atakowali mnie szczekaniem, swoją bliskością i zapachem. Zaraz po spektaklu potwornie się rozpadało. Tak na rozładowanie emocji.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.